piątek, 29 stycznia 2016

Jimmy Choo podbija chiński rynek

Brytyjskiej firmie projektującej luksusowe obuwie udało się przezwyciężyć spowolnienie gospodarcze i umocnić swoją pozycję na rynku chińskim. 

Buty sygnowane przez Jimmy’ego Choo stały się obiektem kultu m.in. dzięki popularnemu serialowi „Seks w wielkim mieście”, którego bohaterki szalały za szpilkami projektanta. Do końca roku 2015 wartość sprzedaży produktów marki wzrosła z 300 mln do 318 mln funtów.

Target firmy stanowią dobrze zarabiające kobiety gotowe wydać co najmniej 700 funtów na produkowane we Włoszech skórzane cacka będące uzupełnieniem ich garderoby.

Wiele luksusowych marek obecnych na chińskim rynku jest w tej chwili w odwrocie. Zmniejszenie popytu zmusza je do zamknięcia swoich butików. Jimmy Choo przeciwnie – dokonuje ekspansji. Większość z 15-stu otwartych w 2015 roku sklepów znajduje się w Chinach.

Jak twierdzi Pira Dadhania z Royal Bank of Canada Capital Markets, niespenetrowanie rynków azjatyckich jest obecnie rzadkim zjawiskiem wśród marek luksusowych.

Peter Harf,  CEO firmy, widzi w tym ogromną szansę  -  dzięki rozwojowi na rynkach Chin i Japonii, gdzie świadomość marki wciąż wzrasta, doskonały wynik sprzedażowy utrzyma się przez najbliższe lata.


Source: FT Chinese

Alibaba w poszukiwaniu nowych źródeł dochodu

Imperium Alibaby rozrosło się dzięki przejściu chińskiej gospodarki w kierunku konsumpcjonizmu. Dochody grupy z ostatnich trzech miesięcy 2015 roku rzucają nowe światło na faktyczny stan ekonomii Chin. Zarówno firma, jak i kraj zmuszone są szukać nowych dróg rozwoju. 

Sprzedaż Alibaby wzrosła w ciągu ostatniego kwartału 2015 o 32% w stosunku do ubiegłego roku – czyli o 5,3 mld$. Wartość transakcji na platformie internetowej zwiększyła się  o 23%, najmniej od 3 lat. Jednak końcówka 2015 r oznaczała zwiększenie dochodów pochodzących z reklam i prowizji od sprzedaży z 2,7% w 2014 do 3% - czyli 175 mld$. Mimo że liczba transakcji zmniejsza się, reklamodawcy i sprzedający na platformie płacą więcej.

Bogacenie się chińskich konsumentów pozwoliło na wzrost imperium Jack’a Ma do gigantycznych rozmiarów. Podawany w oficjalnych źródłach obecny wzrost gospodarczy (6,9%) jest jednak najniższy od 25 lat. Będący jednym  z motorów rozwoju gospodarczego rynek nieruchomości wzrósł o mizerne 1%, najmniej od 7 lat. Sprzedaż detaliczna drobnych dóbr konsumenckich zwiększyła się o 10,7%, jednak duża część transakcji przeniosła się na rynek e-commerce, na czym korzysta Alibaba.

Firmie, podobnie jak chińskiej gospodarce, trudno jest utrzymać szybkie tempo wzrostu. Dzięki gwałtownemu rozwojowi w latach ubiegłych, zajmuje obecnie 80% rynku elektroniki, szykując się do ekspansji na tereny wiejskie. Jack Ma, poszukując nowych dróg rozwoju, planuje poszerzenie działalności m.in. do dystrybucję żywności i sprzedaż systemów w chmurach obliczeniowych. Dochód z chmur stanowi tylko 2% całości zysków Alibaby, jednak w ciągu ostatniego kwartału 2015 podwoił się do 126 mln$.

Na początku tego roku cena akcji grupy spadła o 15%, jednak konkurencyjne JD.com  i Baidu straciły na wartości jeszcze więcej. Jaka jest zatem przyszłość Alibaby? Prawdopodobnie firma wybierze drogę oddalającą ją  od torów chińskiej gospodarki. To jednak utrudni inwestorom przewidzenie dalszych losów grupy.

czwartek, 28 stycznia 2016

Elektryczne samochody w Chinach mogą jeszcze pogorszyć stan atmosfery



Szybko rosnący rynek „zielonych” samochodów w bazujących na energii węglowej Chinach może paradoksalnie pogorszyć stan atmosfery.

 - Volkswagen AG planuje wprowadzenie 15 modeli samochodów o nowym typie zasilania – powiedział w sobotę chiński rzecznik koncernu podczas konferencji dotyczącej ekologicznych samochodów w Pekinie. Przewiduje się, że chińska produkcja samochodów elektrycznych i tych o napędzie hybrydowym wzrośnie do 2020 r. blisko 6-krotnie – do 2 mln. Sprzedaż takich pojazdów podwoi się w  ciągu najbliższych 3 lat.

Rząd podjął działania mające promować zielone samochody w celu redukcji smogu będącego zmorą chińskich miast. Ich sprzedaż wzrosła czterokrotnie w zeszłym roku i stanowią obecnie 1% wszystkich samochodów. Chiny stały się tym samym największym rynkiem ekologicznych pojazdów. Potencjalnie jednak „zielone” samochody mogą stanowić duże zagrożenie dla środowiska.

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Tsinghua wykazały, że samochody elektryczne ładowane  w Chinach przyczyniają się do powstawania 2 do 5 razy więcej zanieczyszczeń niż pojazdy napędzane benzyną. Napęd hybrydowy wypada niewiele lepiej.

- Międzynarodowe doświadczenie pokazuje, że czystsze powietrze nie bierze się z elektrycznych samochodów – mówi An Feng, dyrektor Centrum Innnowacji Energii I TRansportu w Los Angeles – Przede wszystkim należy skupić się na czystych źródłach energii.

Chiny planują przejść na paliwa odnawialne I technologie czystego węgla, aby do 2020 roku obniżyć emisję dwutlenku węgla o 60 proc. Dzięki temu elektryczne samochody mogą stać się naprawdę ekologiczne, jednak, jak twierdzi  prof. Huo Hong z Tsinghua University, cel ten może być bardzo trudny do osiągnięcia.

BYD i Volkswagen odmówiły komentarza w tej sprawie.


Szajka miłośników zwierząt zatrzymanych za znęcanie się nad krzywdzicielami kotów


Sześcioro obrońców praw zwierząt zostało skazanych na cztery do sześciu miesięcy więzienia za zaatakowanie dwojga mężczyzn omyłkowo wziętych za krzywdzicieli kotów i zmuszenie ich do konsumpcji kocich odchodów – podaje chiński Dziennik Sądowy. Poszkodowanym obcięto również włosy, oraz pobito, pozostawiając siniaki i blizny.

Banda sześciorga dobrze wykształconych miłośników zwierząt poznała się przez platformę WeChat. Rozwścieczyło ich wideo, na którym torturowano psy i koty. Na podstawie prywatnego dochodzenia winą obarczono Liu i Yin, na których zaplanowano zemstę.

Jeden z członków grupy pod pretekstem chęci adoptowania psa wyprowadził dwójkę ofiar do lasu. Jak twierdzi, mimo że zaatakowani nie przypominali osób na filmie, zadecydowano, że prawdopodobnie byli oni partnerami w zbrodni i dokonano na nich zemsty.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Sądu Pudong w Szanghaju stwierdził, że ochrona zwierząt, jakkolwiek ważna i wymagająca pasji i poświęcenia,  powinna być egzekwowana pokojowymi metodami, nie posuwając się do ekstremizmu i przemocy. – Powinniśmy kochać zwierzęta, ale również ludzi – podsumował sędzia Ding.



środa, 27 stycznia 2016

Zatrzymanie dyrektora Głównego Statystycznego Chin podważa wiarygodność danych


Od kiedy spowolnienie gospodarcze Chin zaskoczyło cały świat, dane statystyczne dotyczące chińskiej ekonomii coraz częściej podawane są w wątpliwość. Brak zaufania pogłębia też dochodzenie w sprawie Wang Baoan’a, szefa Głównego Urzędu Statystycznego.

We wtorek wieczorem partyjna Komisja ds. Zwalczania Korupcji ogłosiła, że Wang dopuścił się poważnych uchybień i zostanie przesłuchany. Nie ujawniono szczegółów sprawy i wciąż nie wiadomo, czy dochodzenie dotyczy jego obecnego stanowiska, czy okresu, kiedy pełnił urząd wiceministra finansów.

Sprawa wyszła na jaw w szczególnie newralgicznym dla Chin momencie – produkcja kurczy się, ceny akcji spadają na łeb na szyję, nieufność inwestorów rośnie. Wątpliwości co do danych dotyczących wzrostu gospodarczego dodają tylko ciemnych barw do tego pejzażu.

Jednym z zadań Głównego Urzędu Statystycznego jest ewaluacja i przedstawienie obiektywnych danych dotyczących rozwoju gospodarczego  - zarówno mocnych, jak i słabych stron sytuacji. Urząd ma dostarczać niezbędne do podejmowania racjonalnych decyzji  wskaźniki inwestorom i zarządom firm, a także utrzymywać ufność i wysoki poziom konsumpcji obywateli.

Nikt nie wątpi w ogromny skok gospodarczy uczyniony przez Chiny w ciągu ostatnich 30-tu lat. Jednak zarówno naukowcy, jak i bankierzy i analitycy twierdzą, że Urząd Statystyczny „łagodził” dane, zawyżając je podczas recesji i obniżając podczas gwałtownego wzrostu.

Dowodem na to ma być m.in. fakt, że wskaźnik konsumpcji energii elektrycznej, będący barometrem sytuacji ekonomicznej, nie zmieniał się wraz z wznoszącym się PKB. Wzrost nie mógłby być zatem tak duży, jak podano.

- Od dawna nie wierzy się w oficjalne dane dotyczące PKB, więc sprawa ta nie będzie miała wielkich reperkusji na rynku – twierdzi Diana Choyleva z Lombard Street Research. Zdaniem jej agencji, zeszłoroczne PKB wzrosło o 3,2%, zamiast podawanych przez rząd 6,9%.

Jednak nawet oficjalnie mówi się, że obecny wzrost jest najniższy od 25 lat. Rząd stara się kontrolować spowolnienie, aby uniknąć niepokojów społecznych i utrzymać poziom konsumpcji. Jeden z problemów leży w przemyśle ciężkim – wiele ze starych, państwowych zakładów produkujących stal, szkło i cement jest zadłużonych. Produkując nadwyżki i nie ma jak spłacić zaciągniętych pożyczek.

Pomimo spadku popytu, wg oficjalnych danych w ubiegłym roku wyprodukowano 804 mln ton stali. Niezależny Fitch Rating szacuje jednak, że było to nawet 117 mln ton. Szukając rozwiązania problemu nadwyżek, rząd planuje zmniejszyć produkcję stali i wydobycia węgla. Zwolnionych zostanie wówczas ok. 400 000 ludzi, co może zagrozić stabilności społecznej – ostrzegają eksperci.


Brak zaufania dla gospodarki powoduje odpływ kapitału – w 2015 roku poza granice Chin wypłynęło 900 mld $.  Bank Centralny podjął próby przeciwdziałania temu zjawisku, zmniejszając rezerwy walutowe. Obecnie stara się zatrzymać dewaluację waluty. We wtorek Bank Centralny wpuścił na rynek chiński ok. 440 mld$. Sytuacji dopełnił krach na giełdzie – której wtorkowe notowania okazały się być najniższe od 13 miesięcy.

Polska świętuje Rok Małpy


Poniedziałkowy pokaz chińskich artystów z regionu Mongolii Wewnętrznej, jaki odbył się w Warszawie, zainaugurował noworoczne tournée po Polsce. Występ, obejmujący tradycyjne tańce, muzykę, poezję oraz pokazy akrobacji, jest już szóstą edycją polskiej gali noworocznej organizowanej przy współpracy chińskiego Ministerstwa Kultury i Ambasady Chińskiej w Warszawie. Chiński Nowy Rok, który upłynie pod patronatem małpy, rozpocznie się 8 lutego.  

Jak podała chińska Agencja Informacyjna Xinhua, prezydent Duda złożył wszystkim powinszowania z okazji nadchodzącego Święta Wiosny. – Małpa, symbol dynamiki, odwagi, energii, będzie mecenasem rozwoju polsko-chińskich stosunków – wyraził w imieniu prezydenta nadzieję minister Wojciech Kolarski.

W ciągu najbliższych dwóch tygodni trupa chińskich artystów odwiedzi jeszcze 5 polskich miast.

\
Xinhua.net

wtorek, 26 stycznia 2016

Mieszkania w Hong Kongu wciąż najtrudniejsze do kupienia



Przyprawiające o zawrót głowy ceny mieszkań w Hong Kongu wreszcie zaczęły spadać, nadal jednak utrzymują się na niebotycznym poziomie. Opublikowany wczoraj przez Demographię raport ujawnia, że Hong Kong kolejny raz obronił pierwszą pozycję miasta, którego obywatelom najtrudniej jest kupić mieszkanie.

W III kwartale ubiegłego rok średnia cena mieszkania wynosiła tam 19- krotność rocznych dochodów przeciętnego gospodarstwa domowego, najwięcej od 12 lat. Dla porównania, na lokal w plasującym się na II pozycji rankingu Sydney, rodzina musi pracować 12,2 roku; w zajmującym siódme i ósme miejsce San Francisco i Londynie – odpowiednio 9,4 i 8,5 lat.

Między 2003 a 2015 rokiem ceny nieruchomości w Hong Kongu poszły w górę aż o 370%. Spowodowało to kilka nakładających się czynników – niskie stopy procentowe, boom gospodarczy i związane z nim rosnące zainteresowanie rynkiem nieruchomości Chińczyków z kontynentu.
Z powodu ekstremalnie wysokich kosztów wielu mieszkańców Hong Kongu gnieździ się w mikroskopijnych dziuplach. Cała rodzina stłoczona na 40 metrach kwadratowych to norma. Biedniejsi tłoczą się w „mieszkaniach – klatkach”, nazywanych tak od kraty oddzielającej miejsce do spania.

Mer Hong Kongu, Leung Chun-ying obiecuje, że w ciągu 5 lat zostaną podjęte kroki rozwiązujące problem mieszkaniowy, przede wszystkim poprzez zwiększenie podaży nieruchomości.  - Wysokie ceny zakupu i najmu lokali odstręczają młodych od zakładania rodziny, a także rozwijania przedsiębiorczości - zauważa. Brak jest przestrzeni dla żłobków, przedszkoli, domów opieki dla starszych i niepełnosprawnych. Jak twierdzi Chun-ying, podjęte 3 lata temu środki mające wyeliminować spekulantów, m.in. obłożenie niektórych kupowanych mieszkań większym podatkiem, już przyniosły efekty. Szacowana na ten miesiąc liczba transakcji na rynku nieruchomości ma być najniższa od stycznia 1991 roku.

Mimo tego, dla wielu mieszkańców Hong Kongu o zarobkach nie przekraczających 1900$, zakup mieszkania to wciąż odległe marzenie. Już 6-ty rok z rzędu Hong Kong otwiera listę miast o najdroższych nieruchomościach względem dochodów. Jednym z motorów ulicznych protestów w 2014 r. było niezadowolenie młodych z powodu zbyt wysokich cen mieszkań.

Na horyzoncie pojawiła się jednak nadzieja. Wg Centa-City Index od września 2015 r. ceny spadły już o 7,5%.  „W kolejnych latach zwiększy się podaż nieruchomości, a ceny spadną o ok 10%” – przewiduje Chris Wood z CLSA  (Credit Lyonnais Securities Asia) – „nie powinno to jednak spowodować krachu na rynku, ponieważ dzięki polityce rządu większość spekulantów została już wyeliminowana”.

Źródło: FT Chinese