Za: The Economist Asia
Sheng Jia po raz pierwszy zetknęła się z powieścią danmei jako studentka dziennikarstwa na
Uniwersytecie Szanghajskim. Szukała czegoś, co pozwoliłoby jej oderwać się od
codzienności. Przyjaciel polecił jej „Jedwabne spodnie”, historię przystojnego
arystokraty – kobieciarza, który zakochuje się w gwiazdorze chińskiego
folkloru, Królu Lisie, potrafiącym
zmieniać formę z ludzkiej w zwierzęcą. Jak w wielu chińskich dziełach, brak w
niej happy endu.
Sheng szybko
zanurzyła się w świat homoerotycznych opowieści. Jak mówi, pociąga ją w nich subtelnie
naszkicowany obraz seksualnego pożądania między mężczyznami, tematu rzadko
otwarcie poruszanego w Chinach (homoseksualizm do 2001 był w Chinach uważny za
chorobę psychiczną). Powieści takie przemawiają do niej znacznie bardziej, niż popularne
wśród kobiet lukrowane love-story z heteroseksualnymi bohaterami.
Danmei znaczy dosłownie
“poddanie się pięknu”. Jest chińskim odpowiednikiem
obecnego w innych krajach termin powieści “slash” . Gatunek ten swoją angielską
nazwę zawdzięcza znakowi przestankowemu „/” (slash), którego używa się przy
streszczeniach historii do oddzielenia imion kochanków - bohaterów, np.
Kirk/Spock, lub w tym przypadku Król Lis/Arystokrata. Co ciekawe, męscy
protagoniści powieści, mimo wzajemnej fascynacji, sportretowani są jako heteroseksualiści.
Gatunek często operuje w zakazanej materii: kazirodztwo, międzypokoleniowy seks,
lub stosunek z kimś szpetnym. Powieści te są dostępne jedynie w wersji online –
żadne państwowe wydawnictwo nie odważyłoby się na publikację z obawy przed
zarzutem propagowania pornografii.
W ciągu ostatnich lat Danmei zdobyło wielką popularność wśród
młodych chińskich kobiet i nastolatków. Strony poświęcone temu tematowi odnotowują
ogromną liczbę wejść. Katrien Jacobs z Uniwersytetu w Hong Kongu, specjalistka
od chińskiej pornografii w sieci, szacuje, że w każdej klasie w liceum i w
szkołach wyższych znaleźć można przynajmniej jednego fana danmei. Jacobs uważa, że powieści pozwalają czytelnikom poczuć się
buntownikami przeciwko mainstreamowej kulturze, według której kobieta powinna
być posłuszna, spolegliwa i konwencjonalna. Czytelnicy, a zwłaszcza
czytelniczki, rozkoszują się owocem zakazanym.
Z powodu braku satysfakcjonującej alternatywy off-line
(wszystkie wydawnictwa są kontrolowane przez rząd) w ciągu ostatnich lat czytelnictwo
beletrystyki w sieci znacznie wzrosło. Yang Chen, główny menedżer największej
oficyny online, China Reading, twierdzi, że w Chinach ok 275 mln ludzi używa internetu
do czytania książek. Dodatkową zachętą jest fakt, że cenzura ma spore trudności
w kontrolowaniu literatury publikowanej w sieci. Wydawcy danmei publikują teksty w formie graficznej, niemożliwej do
automatycznego odczytu, uniemożliwiając programom cenzorskim przeskanowanie
publikacji w poszukiwaniu zakazanych słów.
W 2011 roku władze zamknęły stronę danmei i skazały założyciela na 18 miesięcy więzienia. W ciągu kolejnych trzech lat opublikowano jednak 1200
powieści, w sporej części napisane przez kobiety. Danmei z reguły unika erotycznych ilustracji i trzyma się z dala od
polityki, dzięki czemu udaje się chronić przed cenzurą, która skupia się
głównie na ciężkiej pornografii i krytyce Komunistycznej Partii Chin.
Panna Sheng tymczasem w ogóle nie przejmuje się sankcjami. Identyfikuje
się z „funu”, czyli zepsutą
dziewczyną, jak często określają siebie same czytelniczki danmei. Jak mówi, mimo ryzyka będzie dalej kupować i
rozpowszechniać dzieła swoich ulubionych autorów z Tajwanu i Hong Kongu, gdzie
taka literatura jest legalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz